08 maja 2020

Zbyt serio..

"Nie traktuj siebie tak poważnie, nikt poza Tobą tego nie robi"

Regina Brett

 

Czuję, że im większy dystans mam do samej siebie, tym więcej mogę go wykazać wobec ludzi wokół oraz sytuacji, które wydarzają się na zewnątrz. Czy umiem śmiać się z siebie? Zdecydowanie tak. Potrafię śmiać się dosłownie ze wszystkiego, gdy się potknę, gdy znów coś rozwalę lub odwalę ;) Nie dziwi mnie już nawet to, jak niezwykle często zdarza mi się zrobić coś "nie myśląc". Dodatkowo mam szybki umysł i to jak niejednokrotnie

automatycznie przeinaczam w głowie czytane słowa, na kompletnie niestworzone i absurdalne wręcz, bawi mnie ponad połowę mojego życia.

 

Lekkość. Radość. Taka zwyczajna z serca. Z totalnej prostoty. Zawsze mi towarzyszyła. Nigdy nie było dla mnie wyzwaniem, poczucie jej i ujawnienie na zewnątrz. To jedne z moich słonecznych lwich jakości, za które jestem bardzo wdzięczna. Bawi mnie niemal, że wszystko. Nie raz czułam się jak odmieniec ciesząc się dosłownie z każdej głupoty. Nie raz czułam się kompletnie nierozumiana z moich powodów do radości. Mój optymizm i dystans do świata jest tym, co wyzwana ze mnie moją radość. 

 

A jednak mieszka we mnie także taka jakość, która nie bardzo chce pozwolić sobie na jakikolwiek dystans czy podśmiechujki z samej siebie. Wiadomo, nic nie jest zero jedynkowe ;) Wszystko zależne jest od naszej zmienności. Momentami przejmuję się sprawami, które w innym czasie były by dla mnie niemalże błahe. Czasami analizuję sytuacje, które wydarzyły się kilka dni wstecz, mimo iż wtedy nie miały dla mnie najmniejszego znaczenia. Jakości w nas miksują się różnorodnie, tworząc momentami skrajne kombinacje. Warto mieć właśnie i do tego dystans, do całej tej zmienności, przemijalności i różnych naszych wewnętrznych jakości. Nie spinaj się więc tym, że czasami się spinasz ;) 

 

Wracając jednak do radości. Warto ją celebrować. Zauważać. Czuć ją w sobie. Ona tam zawsze jest. Pamiętam, jak w jednym z najtrudniejszych czasów mojego życia nadal czułam ją w sobie. Pamiętam to bardzo dokładnie. Wiedziałam, że nic nie jest stracone. Skoro potrafię się jeszcze śmiać i to tym bardziej z jakiejś pierdoły (a te bawią mnie najlepiej ;)) to znaczy, że wszystko we mnie żyje, tętni i pulsuje.

 

Moje podświadome czucie danej sytuacji jest schematyczne. Przecież to ja oceniam sytuację i nadaję jej znaczenie, zgodnie z moimi wewnętrznymi przekonaniami. Część mnie, odpowiedzialna za te wzorce, tworzy sytuację, której dokładnie się spodziewała. W związku z tym emocje, jakie się we mnie pojawiają również są schematyczne. To nie ja cierpię. Nie jestem pojawiającymi się we mnie emocjami, przekonaniami i lękami. Radość, entuzjazm i chęć do życia wciąż we mnie jest. To było jedno z totalnie transformujących mnie odkryć. 

 

Radość zawsze jest. Ona jest naturalnym stanem naszego istnienia. Wszystkie niekomfortowe jakości nie są z nami tożsame. Naturalnie w sercu czuje się spokój, radość, miłość, lekkość i chęć do życia. Cała reszta jest iluzją. Projekcją. Naszą naturą jest miłość. Oczywiście, że doświadczamy niewygodnych emocji i stanów, wielokrotnie o tym pisałam i za każdym razem, gdy się pojawiają uważam, że najlepiej pozwolić im przepłynąć. Esencją nas jest radość, miłość, światłość, jedność, empatia. 

 

Tym, co najlepsze w chwili własnej regresji to czysta obserwacja i obecność. Dociekanie oraz próba zrozumienia jest działaniem, wysiłkiem. Pewne rzeczy potrzebują uwolnić się bezwysiłkowo. Chcą być jedynie zauważone, zaakceptowane, potrzebują przestrzeni i bliskości serca, które zawsze wie kim jest. A potem ponownie pojawi się radość :)

 

Dziękuję, że czytasz

Lov lov

Inu

 

fot. Archiwum własne

 

Film o radości:

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabronione jest kopiowanie, tłumaczenie czy modyfikacja jakiejkolwiek części strony, w jakiejkolwiek formie i jakimikolwiek środkami, bez zezwolenia na piśmie autora. Udostępnianie treści możliwe tylko poprzez link, który przekieruje odbiorcę na adres strony autora.

Copyright © Esencja Mnie 2019 - 2024 | Polityka Prywatności