"Czasami to, czego najbardziej się lękasz, jest kluczem do odnalezienia szczęścia"

Internet 

 

Zapraszam Cię na cykl krótkich opowiadań z moimi lękami w roli głównej. Przedstawiam Ci ich, jako dwóch nietypowych chłopców.. W moim wyobrażeniu poznaję ich i próbuję oswoić, a pomaga mi w tym moja dusza.

Opowiadania, historyjki, bajki trafiają prosto do naszego serca. "Omijają" umysł, zanim ten zdąży powiedzieć, że to wszystko bzdura...

 

W moim przypadku dokładnie to, czego bałam się najbardziej było tym kluczem. Moje lęki ściskały je w swoich dłoniach. Nie chciałam jednak po nie sięgnąć. Walczyłam. Motałam się. Szarpałam..

 

Nie chciałam żadnych zmian. Bałam się tego, co jest za tymi drzwiami. Bałam się, że tam.. może być kolorowo..

 

Tak, właśnie tego się bałam. Koloru w moim szarym życiu. Przecież ja na kolor nie zasługuję.. Przecież nie jestem zbyt silna, zbyt odważna, zbyt piękna, zbyt mądra, zbyt wystarczająca, zbyt dobra, zbyt wrażliwa, zbyt ważna i zbyt potrzebna, aby zacząć malować tak, jak tego pragnę..

 

Wszechświat zatrząsł jednak całym moim fundamentem. Mam wrażenie, że w gniewie krzyczał na mnie: "Dziewczyno! Obudź się w końcu! Ile mam na Ciebie czekać?! Już czas! Jesteś tu potrzebna! Bierz te pie.rzone pędzle w dłonie i maluj swój świat! Możesz mieć naprawdę wszystko, czego chcesz! Czy to, co masz teraz jest Twoim pragnieniem? O to chcesz walczyć? Rozejrzyj się! Gdzie Ty jesteś?!"

 

Dokładnie tak się czułam. Opiep..ona przez Wszechświat ;)  I wiecie co? Gdy w końcu postanowiłam wykrzyczeć z całych sił moje NIE, które rozrywało moje serce i szarpało mną od środka, wszystko popłynęło w takiej lekkości, że brakowało mi tchu z zachwytu nad Życiem. Po prostu KOCHAM ŻYĆ! Kocham Żyć moje Życie!

 

A byłam na dnie. Byłam tam. Wiem jak to jest. Wiem też, że będąc tam masz szansę, po prostu do tego dna się przytulić.. Ale o tym innym razem ;)

 

- Gdzie idziesz? 

- Muszę wyjść, bo się uduszę.

"Świeże powietrze. Nie mogę oddychać. Duszę się. Niedobrze mi. Będę rzygać. Nie. Bezsensu. Jutro i tak nic nie zjem. Muszę zadzwonić. Co ja mam zrobić? Ku.wa."

 

Wszystko będzie dobrze. Jestem tu z Tobą. Nie jesteś sama. Jesteś bezpieczna. Spokojnie kochanie. Oddychaj. Właśnie spełniają się Twoje marzenia. Spójrz na księżyc. Jeszcze nieco w pełni..

 

„Niesamowite. Jest trzy dni po pełni.”

 

Pamiętaj o oddechu. Teraz już będzie tylko dobrze. Jesteś gotowa. Poradzisz sobie. Znasz prawdę. Właśnie spełniają się Twoje marzenia.

 

- Wiedziałem. Hahahaha. Ku.wa przecież ja wiedziałem od początku. Pie.rzyć to! - Markus w szyderczym uśmiechu kręci głową na boki.

- Chcę lody i ciastka - słyszę, choć nie wiedzę, Edwarda.

 

Właśnie spełniają się Twoje marzenia.

 

„Umieram. Rozpadam się. Znikam. Nie ma mnie. Niemożliwe, że tu jest tak spokojnie. Nienawidzę go! Zaraz eksploduje mi serce.”

 

Oddychaj kochanie. Właśnie spełniają się Twoje marzenia.

 

"Jak się spełniają moje marzenia?! Jak mi się wszystko właśnie rozpie.rza?!"

 

Otwieram oczy. Rozglądam się na boki.

Żyję? Niewiarygodne. Nadal żyję.

Na podłodze leży wymemłany śpiwór.

Ok, czyli to nie sen. To się dzieje. Ku.wa moja głowa! Idę rzygać. 

 

Rzygaj kochanie. Wyrzygaj to.

 

- Markus, Edward pakujcie się - powiedziałam pewniej, niż zamierzałam.

- Ale czemu, co znowu zrobiłem? To moja wina. To wszystko przeze mnie. Nie ma mnie! Nic nie czuję! - Edward zaczyna płakać.

- Nic nie zrobiłeś, po prostu się wyprowadzamy.

- Aha. Stało się. Hahaha. Jakie to zabawne. Wiedziałem od początku! Nie chcą tu nas - Markus wybucha histerycznym śmiechem.

- A Ty chcesz tu być? - pytałam Markusa.

- Edward zostaw na Boga te ciastka! Ty też chcesz tu być? - nie panuję nad sobą.

Markus wytrzeszczył oczy, pierwszy raz bardziej od Edwarda, który na moment przestał chlipać.

- Ja? - wyszeptał. Nigdy nikt go o to nie zapytał. Nigdy nie zastanowił się sam czy miejsce, do którego trafił jest dla niego i czy w ogóle chce w nim być.

- Tak Ty i Ty Edzio też. Czy chcecie tu być? - powtórzyłam drżącym głosem.

- Nie wiem - posmutniał i wcisnął pięści w kieszenie spodni tak głęboko, że sięgnęły niemal kolan.

Edward wciągał ciastko niewiadomego pochodzenia z przerażeniem kręcąc głową.

- Pomyślcie chłopcy sami, czy chcecie tu być? Czy dobrze Wam tu? Edward czujesz się ważny i wystarczająco dobry? Markus czujesz się kochany i potrzebny?

Chłopcy patrzyli na mnie w milczeniu. Nie widziałam jednak w ich oczach przerażenia. Miałam wrażenie, że dostrzegam nutkę radości.

 

- Już wiesz, po co ich do Ciebie wysłałam? - stoi taka piękna, z rozwianymi włosami w boskiej sukience, otulona tym swoim blaskiem i pewnością.

Odwracam głowę – szkoda, że wczoraj Ciebie nie było.

- Byłam cały czas. Myślisz, że mi tu było doskonale? Myślisz, że to dla nas przygotowałam? Myślisz, że to koniec?

- Oooo tak. To właśnie koniec!

- To dopiero początek. Dopiero teraz wszystko się zaczyna. Spełniają się Twoje marzenia. Zaufaj.

 

- Mieliśmy Cię stąd zabrać - Markus kładzie mi rękę na ramieniu.

- Mieliśmy pokazać Ci kim jesteś - uśmiecha się Edward.

Obaj wydają mi się jakby starsi, jakby bardziej pewni siebie, jakby mniej przejmujący. Edward zajmuje przestrzeń siedząc pewnie na środku fotela. Nie na skraju, nie na brzegu, nie skulony. Wyprostowany i uśmiechnięty patrzy mi prosto w oczy.

Markus mruga do mnie okiem - Głowa do góry. Jak będzie potrzeba to pojawimy się ponownie.

 

- Chciałem, abyś to Ty mnie objęła, to Ty mnie zauważyła, to Ty zobaczyła kim jestem naprawdę. Bo to Ty uwierzyłaś, że nic nie znaczysz, że jesteś niepełna i niekompletna. To siebie potrzebowałaś - Edward mówi pełen wzruszenia. 

- Chciałem abyś usłyszała, jak trzaskam drzwiami, jak jestem na „nie”, jak się buntuje i co czuję w tym buncie, że się sprzeciwiam. Sprzeciwiam temu, że siebie porzucasz. Chciałem, abyś usłyszała, że nikt Cię nigdy nie porzucił, oprócz Ciebie, bo nikt nigdy nie mógł Cię porzucić. To Ty siebie porzuciłaś - spokojnie tłumaczy Markus.

 

- Rozsypałaś się na drobne kawałeczki wraz z tym szkłem ze stłuczonej szyby. Pamiętasz, co wtedy czułaś?

- Chcę trzasnąć ostatni raz tymi drzwiami!

Markus łapie mnie za rękę - Trzaśnij - mówi - z całych sił.

 

- Chcesz ciastko? - pytam Edwarda.

- Może później. Zupełnie nie mam ochoty - mówi uśmiechając się do mnie promiennie i łapie mnie za drugą dłoń - Wystarczysz Ty.

 

Namaste

 

Dziękuję, że czytasz

Lov lov

Inu

 

Każda z historii Markusa i Edwarda, jest całkowicie i totalnie wymyśloną, wyssaną z palca prawdą.

Każda z historii Markusa i Edwarda, jest najprawdziwszym, opartym na faktach, autentycznym kłamstwem.

Interpretuj dowolnie.

 

Trzaśnij sobie drzwiami z ciastkiem w dłoni

29 stycznia 2020

Copyright © Esencja Mnie 2019 | Polityka Prywatności

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabronione jest kopiowanie, tłumaczenie czy modyfikacja jakiejkolwiek części strony, w jakiejkolwiek formie i jakimikolwiek środkami, bez zezwolenia na piśmie autora. Udostępnianie treści możliwe tylko poprzez link, który przekieruje odbiorcę na adres strony autora.