"A Ci, którzy tańczyli zostali uznani za szaleńców przez tych, którzy nie słyszeli muzyki"

Friedrich Nietzche

 

Jak to jest z tą lekkością? Jak to jest tańczyć nawet, gdy nie gra muzyka? Potykać się o własne nogi?  Pląsać nie w takt na parkiecie życia? Ufać i wierzyć, że nic złego wydarzyć się nie może, bo nawet jeżeli umysł oceni, że dzieje się źle, to serce nigdy nie zapomni kim jestem i po co żyję. Co takiego jest, więc do stracenia? 

 

Gdy moja rzeczywistość jest przesycona radosnymi zdarzeniami, wybijam swój rytm lub śmiało płynę z tym, który wybrzmiewa. Teraz. Wcześniej zupełnie nie weryfikowałam czy w ogóle melodia jest moja...

 

Jednak są też momenty, gdy nie mam chęci ruszyć nogą. Gdy atmosfera jest tak gęsta, że nie czuję stabilnego podłoża. Gdy naokoło mgła i zupełnie nic nie widać, a dźwięki jakie słyszę są przerażające. Wybieram wówczas zaufanie (jak już sobie o nim przypomnę ;)), że w ciemności także potrafię tańczyć... 

 

 

Marzenia są czymś, w co oddawałam się bez reszty, ale nie sprawdzałam skąd je mam i czy na pewno są moje. Były niczym plan do odhaczenia, albo zupełnie nierealną głupią mrzonką, której mieć nie mogłam. W jaką w głębi siebie nie wierzyłam. Podążałam za marzeniami, które nie były moje. Uważałam, że nie mogę mieć więcej, że to o czym marzą jest i tak, aż nad to, bo gdzie ja, kim ja tam jestem, aby w ogóle marzyć...

 

Przyszedł jednak czas, gdy w pewien sposób zostałam zmuszona do tego, aby się przy nich zatrzymać ;) Zapytałam samą siebie, czy ja na pewno chcę to, o czym przez całe lata marzyłam? Czy to na pewno jest tym, co zapiera mi dech i sprawia, że serce rośnie? Jeżeli było pragnieniem serca to jak możliwe, że się nie wydarzyło? Jeżeli było chciejstwem, to kiedy tak naprawdę wzrastam? Czego ja poszukuje? Ja? Co pragnę doświadczyć? 

 

Gdyby nie istniały żadne ograniczenia i bariery, to na jakie marzenia bym się odważyła? O czym pozwoliłabym sobie w ogóle pomarzyć? Co bym wybrała? Jakie jakości zaprosiłabym do mojego życia? Jaki dom, jaki związek, jakiego partnera, jakich przyjaciół, jakie miejsca, jakie okoliczności? Co pragnie zakiełkować w moim sercu? Czy pozwolę temu zakwitnąć, czy zduszę w zarodku, bo nie teraz, nie ja, nie nigdy...? 

 

Czy jeżeli zacznie się manifestować, to uwierzę i zachwycę się nad tym, czy ucieknę myśląc, że nie zasługuję? Czy będę umiała przyjąć w mojej przestrzeni, w sobie, czy podążę za starym schematem, że to na pewno nie dla mnie i finalnie zaraz piep..nie ;)

 

 

Marzenia są cudowną techniką do pokochania siebie. Poznania tej części, która wierzy i ufa zawsze. Tej, która nie analizuje czy się opłaca i czy zasługuje. Ona po prostu wybiera z katalogu życia z radością i lekkością. Pamięta kim jest i że może mieć dosłownie wszystko.

 

Marzenia mojego serca rozpoznaję po uczuciach, jakie się przy nich tworzą. Gdy potrafię nazwać te emocje oraz to jaka wibracja za nimi się kryje, wiem czy są chciejstwem czy pragnieniem. Jeżeli za konkretnym marzeniem skrywa się np. lęk bycia niewystarczającą, odzywa się umysł. Natomiast, gdy rozpoznaję w sobie np. ciekawość doświadczania życia, miłość, przepływ, wymianę to wiem, że rodzi się pragnienie serca.

 

Potrafiąc nazwać emocje i uczucia jakie wywołują we mnie marzenia, jestem bliżej siebie. "Porządkuję" moje życie wewnętrzne. Dowiaduję się kim jestem i co jest dla mnie ważne. 

 

Dziękuję, że czytasz

Lov lov

Inu

 

fot. Archiwum własne


Zapraszam na film o marzeniach z serca i chciejstwie z umysłu:

 

 

Spełniaj marzenia serca

27 lutego 2020

Copyright © Esencja Mnie 2019 | Polityka Prywatności

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabronione jest kopiowanie, tłumaczenie czy modyfikacja jakiejkolwiek części strony, w jakiejkolwiek formie i jakimikolwiek środkami, bez zezwolenia na piśmie autora. Udostępnianie treści możliwe tylko poprzez link, który przekieruje odbiorcę na adres strony autora.