Ty jesteś ten, na którego czekasz.

 

To od nich wszystko się zaczęło, a konkretnie od wyjazdu na Ukrainę w 2012 roku. Wtedy jeszcze nie byłam świadoma tego, co się wewnątrz mnie otwiera. Może nawet odłamuje i odpada. Transformuje w coś jeszcze wówczas dla mnie niezidentyfikowanego..

 

Kochałam to. Nadal kocham być w podróży.

W drodze.

Odkrywać nieznane. Doświadczać. Wszystkie wyprawy, które odbyłam, każda zorganizowana samodzielnie, były zaproszeniem do tej najdłuższej, najdalszej i wymagającej najwięcej odwagi oraz determinacji. Propozycją wyruszenia w tą najważniejszą, w którą powinnam była wybrać się lata temu.

 

 

Wiadomo jednak, że wszystko zawsze wydarza się w odpowiednim czasie;) Wtedy, gdy spakujesz do swojego plecaka, przede wszystkim gotowość i wcześniej wspomnianą odwagę. Horyzonty i przestrzenie odkryte na trasie nie zawsze są kolorowe i łagodne. Dużo tam trudnego szlaku, często po ciemku i w samotności. Są takie miejsca, do których możesz dotrzeć tylko sam ze sobą. Żadna jednak z podróży nie zastąpi mi właśnie tej. Wyprawy w głąb mnie, po mnie samą..

 

 

Mówiłam o sobie "estetka, której domem jest droga".

Sądziłam wówczas, że chodzi namacalnie wręcz o poznawanie różnych zakątków świata. Moje wyprawy bowiem, polegały głównie na obcowaniu w danym miejscu, na smakowaniu, patrzeniu, czuciu i poznawaniu ludzi oraz przestrzeni. W tym właśnie tkwiło sedno. W drodze. To o tę drogę zawsze chodziło. Krążyłam więc tak, aby wejść w końcu na ścieżkę prowadząca w głąb mnie. Aby tego dokonać wiele miejsc musiałam zobaczyć. W wielu miejscach w moim Życiu byłam. W żadnym z nich nie było mnie. Zapominałam zabierać siebie ze sobą..

 

 

Wiadomo, jak to na szlaku Życia bywa. Są momenty, gdy myślisz, że już nic nie potrzebujesz zmieniać, że dotarłeś do magicznego miejsca. Przywiązujesz się sądząc, że ono będzie Twoje już zawsze, że ono będzie takie już zawsze. Są też momenty, gdy myślisz że jesteś w ciemnej dolinie i chcesz zmienić wszystko, bo czujesz, że nie masz niczego namacalnie dającego Ci jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa. Byłam i tu i tu.

 

Pewnie nie raz słyszeliście "nie przywiązuj się, nie oczekuj".

Na samą myśl czuję opór, bo jak moja wdzięcznie, niewinna natura ma się nie przywiązać? Nie wytworzyć otoczki zakochania, fascynacji i uwielbienia do danego miejsca i ludzi wokół. To tak jakby wydrzeć kawałek mnie z tej przestrzeni i powiedzieć "możesz tu być, ale nie czuj". A może by tak po prostu, nauczyć się akceptacji zamiast ostrożności? Być w "tu i teraz" najgłębiej jak się da. Nie uważać. Nie spinać się. Nie bać. Puścić opór. Przecież jest idealnie. Wszystko jest w idealnej perfekcji. I w ciemnej dolinie i w jasnej. Czasami dostrzegamy to dopiero będąc już dalej. Dużo dalej..

 

 

Wiele z nas idzie przez Życie oczekując stabilizacji, bezpieczeństwa, "chce spocząć na laurach". To nie działa ;) W moim odczuciu oczywiście. Nie ma bowiem takiego szczytu, po którym już nic Cię nie czeka. Szczytu, na którym sobie będziesz mógł odpocząć sądząc, że jesteś na miejscu, że będzie już tylko tęczowo i kolorowo, że już zawsze tylko słońce i lemoniada ;) To fikcja.

 

Życie nie jest stabilne.

Takie jest moje rozpoznanie. Tego poszukiwałam w moich wyprawach. Tej wiedzy. Wciąż szukałam odpowiedzi. Nie zdawałam sobie nawet sprawy, czego ja w ogóle chcę od Życia. Oczekiwałam bezpieczeństwa i wolności. Tymczasem jedno wyklucza drugie. Życie jest jak sinusoida. Jest falą, jak badanie EKG. Raz w górę, raz w dół. Prosta linia oznacza koniec.. Zmiana jest jedyną pewną i stałą w Życiu ;) A żyć to znaczy być na szlaku. Sama droga jest największym i najpiękniejszym doświadczeniem..

 

 

Na czym, więc ja budowałam swoje bezpieczeństwo? Niestety na niestabilnych rzeczach i wydarzeniach. Jak można się czuć w pełni bezpiecznie, gdy bazujesz na tym, co możesz dostać od innych? Kiedy całe swoje szczęście oddajesz w ręce drugiego człowieka? Ty jesteś ten, na którego czekasz. Ty jesteś ten, którego poszukujesz. Tak, więc ja podróżowałam sobie poszukując.. No właśnie.. Siebie. Przemierzyłam setki km. Teraz mimo, iż nadal pakuję plecak w ekscytacji każdym kolejnym wyjazdem, wiem, że wystarczy, iż zamknę oczy, a będę tam, gdzie wszystko się zaczyna. 

 

Dziękuję, że czytasz.

Lov lov

Inu

 

 

fot. Archiwum własne

 

Estetka w podróży

29 października 2019

Copyright © Esencja Mnie 2019 | Polityka Prywatności

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabronione jest kopiowanie, tłumaczenie czy modyfikacja jakiejkolwiek części strony, w jakiejkolwiek formie i jakimikolwiek środkami, bez zezwolenia na piśmie autora. Udostępnianie treści możliwe tylko poprzez link, który przekieruje odbiorcę na adres strony autora.