"Jestem gotowa porzucić wszelkie niesprzyjające mi schematy"

Ja

 

Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Jest zima. Mam na sobie gruby różowy sweter z reniferami, w końcu za tydzień Wigilia. Piję kawę. Trzymam w ręku zeszyt z afirmacjami. Tymi własnymi, które nieśmiało zaczęłam zapisywać. Lekko wątpiąc, czy to w ogóle ma sens, bo kim ja tam jestem, aby się wychylać, aby marzyć, aby chcieć czegoś więcej, niż to co mam. Niebieskim długopisem na górze czystej kartki zapisuję: "Jestem gotowa porzucić wszelkie niesprzyjające mi schematy". 

 

"Tak", myślę sobie, "jestem na to gotowa". Wiem już, czego chcę. Wiem, jakich uczuć pragnę w moim codziennym życiu. Dokładnie wiem już, za czym moje serce tęskni. Jeszcze dokładniej wiem, czego nie chcę.. Przecież wystarczy chcieć? Wszystko będzie już dobrze.. Otulam siebie nadzieją, by było mi jeszcze cieplej. Tego ciepła, jakoś tak mi mało, było wtedy wciąż..

 

 

Jest wieczór. Około godziny 19. Mój ówczesny narzeczony, mówi coś, co przekracza wszelkie granice mojego jestestwa. Coś, co wdziera się we mnie i burzy cały fundament mojego bycia. Coś, co tak naprawdę roztrzaskuje wszystko wokół.

 

Kłamstwo. Wiem dokładnie, czym jest kłamstwo. Moje dotychczasowe życie, niczym iluzoryczna bańka, pęka. Nie przepraszam, ona pieprzła i to ze spektakularnym hukiem.

 

Są w życiu takie momenty, w których kompletnie nie wiesz, jak dałaś radę. Kompletnie nie wiesz, jak udało Ci się coś przetrwać, zabrać siebie skądś. Ten głos w sercu "właśnie spełniają się Twoje marzenia. Zaufaj" A moja głowa "ku.wa jak? Przecież to koniec. Muszę odejść. Jakie marzenia? Nie mam marzeń. Nie mam już nic!" "Masz więcej, niż myślisz. Masz siebie"  

 

Naprawdę byłam gotowa porzucić te schematy, w jakich tkwiłam, w jakie tak naprawdę sama się uwikłałam. Kłamstwo, którym sama siebie karmiłam.

 

Zapisując tę afirmację, zupełnie nie przewidywałam takiego obrotu sprawy. Myślałam, że będzie dobrze, ale tam gdzie byłam.

 

Teraz, po prawie dwóch latach, zdecydowanie więcej rozumiem, niż tamtego zimowego wieczoru, który wymagał ode mnie niesamowitego pokładu siły, zaufania i mnie.

 

To był jeden z najpiękniejszych i najbardziej przełomowych momentów mojego życia, bo właśnie wtedy wybrałam siebie i to Ja byłam kluczową zmianą. Zabrałam siebie ze spirali destrukcyjnego mechanizmu, który nakręcałam. To ja trzymałam korbę tego układu i jedynie ja mogłam przestać nią kręcić.

 

Tak wiele od tamtego czasu wydarzyło się w moim życiu. Tak wiele nowych programów "wgrałam" w moją głowę. Zmiana zawsze poprzedzona jest naszą decyzją o niej, a nasza decyzja, naszą gotowością. I to nie jest tak, że marzymy sobie o czymś i to po prostu pojawia się w naszym życiu. Dołącza do tego, co mamy. Niezwykle często wymaga totalnej rewolucji, kompletnych transformacji. Czasami jest to zmiana miejsca pracy, miasta zamieszkania, a niejednokrotnie związku.

 

Jeżeli jednak jest coś, czego naprawdę pragnie Twoje serce, to zawsze warto. Pierwotnie możesz zupełnie nie wiedzieć dokąd poprowadzi Cię ta zmiana. Myślę nawet, że warto nie wiedzieć, oddać się zaufaniu, że skoro coś się zmienia, to tylko na lepsze i tylko dla naszego dobra. 

 

Cierpienie wywołujemy w sobie, jedynie poprzez kurczowe trzymanie się sytuacji, czegoś, kogoś. To nie sytuacja nas rani, a nasz lęk przed tym, co nowe. Strach przez wyjściem ze strefy komfortu, ale pamiętaj, że cuda wydarzają się poza nią ;) 

 

 

Minęło prawie dwa lata. I wiem, że lepiej po prostu być nie mogło. Niczego w moim życiu nie bałam się tak bardzo, jak zostać samej. Niczego w moim życiu nie bałam się tak bardzo, jak odejść od narzeczonego. Niczego tak bardzo nie bałam się, jak tego, że mogę inaczej, że mogę być zwyczajnie szczęśliwa. Gdy czujemy się niewystarczający, sami sobie nie pozwalamy być szczęśliwymi. Tkwimy w schematach, które znamy, które są dla nas "bezpieczne", bo nie wiemy, co może być tam, na zewnątrz. 

 

Tam, gdzie jesteśmy w pełni obecni, w miejscu w którym wybieramy siebie, zawsze jest lepiej, niż tam gdzie jesteśmy naszym własnym kosztem. Płacimy wówczas najwyższą cenę, ponieważ płacimy sobą. Rezygnując z siebie, oddajemy odpowiedzialność za nasze szczęście w inne ręce. Stawiamy się na przegranej pozycji. Jednocześnie przekazując innej osobie zadanie, niemożliwe do zrealizowania. 

 

Ty jesteś ten, którego szukasz.

 

Namaste

Inu

 

fot. Archiwum własne

Czy byłam gotowa na zmiany?

30 sierpnia 2020

Copyright © Esencja Mnie 2019 | Polityka Prywatności

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabronione jest kopiowanie, tłumaczenie czy modyfikacja jakiejkolwiek części strony, w jakiejkolwiek formie i jakimikolwiek środkami, bez zezwolenia na piśmie autora. Udostępnianie treści możliwe tylko poprzez link, który przekieruje odbiorcę na adres strony autora.